Lwów/ Автор: Міхал Пйонтек


11.08 wybraliśmy się grupą znajomych do Lwowa. Oczywiście przed wyjazdem chcieliśmy dowiedzieć się z czym to się je.
Wyjazd poprzedziliśmy czytaniem blogów, poradników rozmowami ze znajomymi, którzy już byli na miejscu lub tam studiowali. Reakcje na nasz plan były różne, większość była zaciekawiona i prosiła o jak najszybszy «raport» z podróży, kolejni zaś łapali się za głowę — no bo jak to?? Nie boicie się?? Przecież was okradną, zabiją… jak widać jakoś przeżyliśmy więc nie jest tak źle 😉
Postanowiliśmy wynająć lokum przez blooking. com, miejsc w których można się zatrzymać jest bardzo dużo, nam akurat udało się wynająć apartament w samym centrum Lwowa, więc wszędzie można było dotrzeć na piechotę, zauważyć należy fakt, iż za podobną cenę, w Polsce moglibyśmy najwyżej wynająć domek nad jeziorem, co już daje wiele do myślenia.

Zdjęcie autora

Z różnych względów docieraliśmy na miejsce grupami — Ja i kolega jechaliśmy «blablacarem» do Medyki, kolejna dwójka znajomych jechała swoim samochodem do Medyki, 3 osoby leciały samolotem z Warszawy. Po dotarciu do medyki zostawiamy samochód na parkingu i ruszamy w stronę pieszego przejścia. Już w tym miejscu objawia się nasza niezdarność, gdyż stajemy nie w tej kolejce co trzeba… na pocieszenie nie jesteśmy jedyni ☺ na szczęście nie tracimy dużo czasu i sprawnie przekraczamy granicę.

Do Lwowa można dostać się na dwa sposoby, pierwszym z nich jest marszrutką (mieliśmy szczerą ochotę na ten środek transportu, jednakże po 5 godzinach drogi po polskiej stronie i 30-sto stopniowym upale mieliśmy dość) Polacy spotkani na granicy zaproponowali nam wspólną podróż samochodem, na granicy spotkać można wielu miejscowych proponujących możliwość przejazdu, nas kosztowało to 100zł dla 4 osób, cena przystępna więc po zaopatrzeniu się w miejscowym sklepiku ruszyliśmy w drogę. Podróżowaliśmy trasą M11, tutaj wspomnieć muszę o pierwszym zaskoczeniu, droga była całkiem dobrej jakości, prawdopodobnie zbudowano/wyremontowano ją na EURO2012, jak można się domyśleć nasłuchaliśmy się wiele o fatalnej jakości ukraińskich dróg, więc szykowaliśmy się na niemały szok, ten jednak nie nastąpił ☺ Zwróciliśmy jedynie uwagę na to, że podczas 80km podróży przy drodze zobaczyć mogliśmy jedynie stacje benzynowe, nie było barów, zajazdów, parkingów.
Naszym kierowcą był sympatyczny Janek, Ukrainiec, który bardzo dobrze mówił po Polsku. Podróż minęła nam w bardzo przyjemnej atmosferze, Janek podwiózł nas prawie pod same drzwi, więc nasza podróż minęła wbrew naszym oczekiwaniom dosyć sprawnie. Naszą uwagę zwrócił dosyć specyficzny styl jazdy miejscowych, od razu wiedzieliśmy, że trzeba będzie uważać przy przechodzeniu przez jezdnię, jednak do wszystkiego można się przyzwyczaić ☺

Zdjęcie autora

Dwójka znajomych jechała do Medyki trochę później, toteż nie mieli już innej możliwości niż marszrutka. Dopiero oni mieli zobaczyć coś co u nas nie jest już spotykane. Pierwszym spostrzeżeniem był brak rozkładu jazdy, busy odjeżdżały dopiero po zapełnieniu. Marszrutka nie porusza się główną trasą, przejeżdża przez okoliczne wsie rozwożąc i zabierając okolicznych mieszkańców. Wspomniałem już o zapełnieniu?? Otóż naczelna zasada brzmi «zawsze zmieści się jeszcze jeden» oraz daje już o sobie znać gorszy stan okolicznych dróg ☺ toteż

Zdjęcie autora

znajomi dotarli do Lwowa w niesamowitym ścisku i lekko poobijani, lecz trzeba przyznać, że ma to jakiś swój urok ☺ Kolejną ciekawostką, na jaką natrafili to budki z piwem, w Polsce już niespotykane i kojarzone z latami 80-tymi. Pozostała część ekipy doleciała samolotem, beż żadnych problemów i niespodzianek.

Zaraz po przyjeździe jedno rzuciło nam się w oczy, miasto jest bardzo ładne i zadbane, od razu nasuwa się porównanie do Krakowa. Mieszkaliśmy w samym centrum więc przez cały nasz wyjazd poruszaliśmy się po starym mieście, szyje aż bolały nas od oglądania kamienic i pomników, nasza Warszawa w porównaniu ze Lwowem niestety wypada dosyć słabo, jednak spowodowane jest to względami historycznymi. Bardzo podobał nam się dom legend, czarna kamienica, udało na się również odnaleźć Włoską kamienice i odwiedzić wiele świątyń. Warto pójść za naszym przykładem i skorzystać z usług przewodnika, ponieważ z każdym zabytkiem i świątynią wiąże się masa legend i ciekawostek, na których wyczytanie nie starczy wam czasu ☺

Zdjęcie autora

Jedynym miejscem na które zapuściliśmy się poza starówka był cmentarz Łyczakowski, odwiedziliśmy rodaków oraz mniej uczęszczane i mniej zadbane części cmentarza, ciężko dokładnie opisać co tam można zobaczyć, ponieważ każdy znajdzie coś dla siebie — niech za podsumowanie służy fakt, że koniec końców wszyscy się tam pogubiliśmy.

Zdjęcie autora

Kolejną rzeczą, na której skupił się nasz wyjazd były różnego rodzaju knajpy i restauracje, w tym aspekcie również byliśmy bardzo miło zaskoczeni — knajp i restauracji jest mnóstwo i każda mi swój osobny klimat, postaram się opisać kilka tych które w szczególności przypadły nam do gustu ☺ Mnie osobiście najbardziej zaskoczył wybór piw na Ukrainie, wybierając się do wschodniego sąsiada spodziewałem się raczej zobaczyć setki rodzajów wódki, jednakże okazało się zupełnie odwrotnie i na domiar złego, którego bym nie spróbował okazywało się lepsze od naszych, jak widać Polskie koncerny mogłyby się od Ukraińców wiele nauczyć ☺ Poniżej nasz mały opis:
W restauracjach możecie kupić lokalne nalewki z reguły robione na samogonie (bimbrze): miodowe, cytrynowe, chrzanowe. Ostatnia — chrzanówka jest bardzo oryginalna w smaku, ostra chrzanem i imbirem, złagodzona miodem i cytryną. Jeśli chodzi o słabsze alkohole to możemy napić się we Lwowie nalewki wiśniowej w lokalu Drunken Cherry, gdzie dostaniecie szklaneczkę lub buteleczkę bardzo dobrej, słodkiej wiśniówki robionej na wiśniach z pestkami. Dla piwoszy to niemalże raj na ziemi, w każdym lokalu dostaniecie genialne piwo, szczególnie polecam Złoty Lew (orzeźwiające, pszeniczne), Lwowskie, Autorskie (ciemne), Zakarpackie, Stare Miasto.

Zdjęcie autora

Zdjęcie autora

Wędrowaliśmy również po restauracjach i tutaj zacznę od kuchni Żydowskiej i restauracji «Pod Złotą Różą» na ul. Starojewrejskiej obok ruin starej Synagogi w centrum Lwowa. Lokal utrzymany jest w styli Żydowskim. Przed podaniem do stołu kelner przynosi misę i dzban z wodą — aby żydowską tradycją każdy z gości umył ręce przed jedzeniem. Jako czekadełko podana jest maca z pastami (z wątróbki, humusu, rybna). Menu lokalu — żydowskie, ale nie koszerne, smaczne. Osobliwością lokalu jest możliwość targowania się co do cen zamawianych dań, ale oczywiście możemy również wybrać opcję z rachunkiem. Muzyka na żywo umiliła nam bardzo czas w restauracja na odchodne dostaliśmy butelkę Chrzanówki, dzięki drobnym negocjacjom i zaśpiewanej piosence udało nam się mocno zbić rachunek.

Zdjęcie autora

Kolejną restauracją godną polecenia jest bardzo niepozorny lokal i średnio prezentujący się z zewnątrz «Lwowska Brama» na ul. Mickiewicz 8, ale tak naprawdę znana jako «Bar u Stefy». Tutaj zjecie pyszne, domowe posiłki, bardzo świeże np. tradycyjną soliankę, pielmieni, schabowego, placki ziemniaczane przekładane sosem, domowe ogórki kiszone. Przemiła obsługa, która uraczy Was domową miodówką o niepowtarzalnym smaku. Jeśli lubicie domowo, smacznie i tanio zjeść — musicie tutaj zajrzeć.

Zdjęcie autora

Kolejnym przystankiem był lokal «Lampa Gazowa» przy ul. Ormiańskiej. Lokal jest ukłonem dla Ignacego Łukasiewicza, polskiego farmaceuty, który wynalazł lampę naftową. Możemy skosztować w tym miejscu różnokolorowych nalewek(nam najlepiej przypadła do gustu cynamonowa i miętowa) podawanych w probówkach, dostaniemy również wieżę piwa z kranikiem i genialne wędliny ekologiczne jako przystawka z pachnącym, świeżym chlebem podane w nieco oryginalny sposób. Lokal po zachodzie słońca oświetlają w środku imitacje lamp naftowych, co nadaje miejscu specyficzny, mroczny klimat.

Zdjęcie autora

Zdjęcie autora

A teraz wisienka na torcie — «Restauracja Baczewskich» na ul. Szewskiej 8. Fabryka Baczewskich, otwarta w 1782 roku, była pierwszą na Świecie fabryką masowej produkcji wódki. Od 1810 roku fabryka miała status dostawcy dworu cesarskiego. Jest to jedna z najbardziej prestiżowych restauracji we Lwowie, a jednak ceny są przystępne. Przepiękny wystrój, przemiła obsługa a jedzenie to uczta dla ciała i zmysłów. Z menu możecie zapoznać się sami na oficjalnej stronie restauracji, którą zamieszczam pod postem. Jadłam genialną cielęcinę z puree ziemniaczanym , foie gras i musem z avocado. Przepyszny był również rosół z pierożkami i zupa grzybowa. Wszystko przepięknie podane w klasycznych, eleganckich, stylowych wnętrzach. Różnorodność nalewek jak na Baczewskiego przystało jest zaskakująca. Czytaliśmy i bardzo żałujmy, że nie byliśmy na śniadaniu u Baczewskich podanym w formie Szwedzkiego Stołu na werandach lokalu. Wrócimy, zajrzymy jeszcze raz z pewnością. Ten lokal koniecznie trzeba odwiedzić!!!!

Zdjęcie autora

Zdjęcie autora

Odwiedziliśmy również szereg innych miejsc takich jak pyzata chata, która każdy mi polecał, jednakże w naszych oczach ten lokal nie wyróżniał się specjalnie, zaszliśmy również do Masoh Cafe, czego w sumie ja i moje plecy bardzo żałowaliśmy 😉 Smakoszom piwa na pewno można polecić lokal o nazwie Big Plate na ulicu Wałowej, mianowicie mają tam bardzo dobre piwo, którego nazwy niestety nie pamiętam (w nazwie występowało słowo «żywe»), jest to browar restauracyjny który przy moim wielkim ubolewaniu skończył się już pierwszego dnia ☹ jedzenie w tym lokalu również bardzo dobre i bardzo przystępnych cenach.
Co jeszcze zwróciło nasza uwagę?? W mieście można spotkać duża ilość ludzi w mundurach, w sumie nie wiedzieliśmy czy to żołnierze na przepustkach, czy może poborowi — jednakże sympatie polityczne oraz to jak ludzie nastawieni są do prezydenta pewnego dużego Państwa na wschodzie wyczuć da się od razu ☺ Można zaopatrzyć się w szereg pamiątek tego typu.

Zdjęcie autora

Zdjęcie autora

Jednoznaczne, my zaopatrzyliśmy się w papier toaletowy, ktoś nawet kupił sobie na bazarze prawo jazdy, aczkolwiek może ono wzbudzić podejrzenia polskiej policji, chyba jeszcze przemyślimy czy będziemy go używać.

Kolejna rzeczą której nie spotkamy w Polsce to stare samochody, które nazywaliśmy dziełami sztuki radzieckiej motoryzacji, w Polsce ciężko już spotkać poczciwego poloneza lub fiata, potocznie zwanego kredensem, za to we Lwowie na każdym kroku można spotkać prawdziwe perełki.

Zdjęcie autora

Na sam koniec chciałbym podnieść kwestie bezpieczeństwa, przed wyjazdem wiele osób martwiło się czy we Lwowie jest bezpiecznie. Nasze doświadczenia wskazują na to, iż nie ma czego się bać, przez kilka dni nikt nie próbował nas oszukać, okraść, porwać ani zamordować ☺ Wręcz przeciwnie, ludzie okazywali się bardzo pomocni widząc naszą nieporadność w sklepie spożywczym, często pomagali odnaleźć drogę gdy nasze mapy się gubiły — jednym słowem, Lwów to bezpieczne miasto, więc wybierając się tam nie musimy się niczego obawiać.
Podsumowując — Lwów to piękne i przyjazne miasto, które na pewno warto odwiedzić, my podjęliśmy już decyzję o ponownych odwiedzinach, ponieważ te 4 dni tam spędzone to stanowczo za mało. Wszelkie stereotypy okazały się być nieprawdziwe.
Ostatniego dnia zastanawialiśmy się jaki wybrać środek lokomocji, zastanawialiśmy się nad taxówką, lub autobusem, nadmienić muszę, iż po kilku dniach intensywnego zwiedzania miasta oraz knajp byliśmy mocno zmęczeni. Z pomocą przyszedł nam Uber, który kosztował nas około 80zł, przypominam, że do granicy jest 80km, w Polsce byłoby to zupełnie nieopłacalne — podróż uberem minęła bardzo szybko i kolejny raz, znaleźliśmy się na granicy.
Po godzinie oczekiwania i przeszukaniu bagażu przeszliśmy na Polską stronę gdzie stała na parkingu nasza zielona torpeda ☺ Wymęczeni, niewyspani meldujemy się w Warszawie kilka godzin później, przyznać trzeba jedno — tej wycieczki długo nie zapomnimy, opowiadając o naszych przygodach przyjaciołom w Polsce zapewniamy kolejnych fanów Lwowa, którzy zarzekają się, że musza w niedługim czasie tam pojechać, mam nadzieję, że i nam uda się jak najszybciej pojechać tam po raz kolejny. Może tym razem pojedziemy gdzieś dalej?? Kto wie ☺